Nie każdy wie, że okolice Dusznik Zdroju stanowiły kiedyś niewielkie państewko Homolskie będące pod władaniem rodu Pannewitzow. Miało to miejsce w odległych czasach średniowiecza i choć do dziś niewiele pozostało z tego okresu, to wciąż możemy odnaleźć ślady tej epoki. Rycerze, rozbójnicy, zamek – a w nim oczywiście duch, romantyczna legenda i zaginiony skarb… Dla ciekawych przygód, a także dla zwykłych spacerowiczów, wszystko to na wyciągnięcie ręki. Zapraszamy na niezbyt długą wędrówkę w tajemniczy świat wieków średnich. Do przejścia będziemy mieli troszkę ponad cztery kilometry. Dystans nie jest przesadnie długi, ale pozwoli cofnąć się o około sześćset pięćdziesiąt lat, w czasy rycerzy, religijnych wojen i swawoli grasantów.

Podróż do przeszłości zaczynamy na pięknym, dusznickim rynku pod ratuszem, który jeszcze jako kamienica mieszczańska został wybudowany w tysiąc pięćset osiemdziesiątym piątym roku. Od tego czasu gmach przeżył wielkie zmiany, kilkakrotnie go przebudowywano i powiększano. Dziś, mało zostało już z oryginalnego wyglądu, ale prezentuje się bardzo atrakcyjnie i jest jednym z charakterystyczniejszych punktów miasta. Najstarszym budynkiem w Dusznikach nie jest jednak ratusz, lecz wyglądająca dość niepozornie kamienica mieszcząca się przy rynku, pod adresem Słowackiego 2. Obecnie jest to budynek mieszkalny, ale w przeszłości pełnił inne funkcje. Nad łukowatą bramą zobaczymy datę anno domini tysiąc pięćset trzydzieści osiem, a wewnątrz niej możemy odnaleźć prowadzący do wnętrza otwór. Jego zagadkowe przeznaczenie odgadniemy wiedząc, że od końca szesnastego wieku aż do Drugiej Wojny Światowej znajdował się w tym miejscu zajazd, a przez ów tajemniczy otwór podawano bagaże do czekających na odjazd dyliżansów. Co ciekawe, dom ten pierwotnie pełnił jeszcze inną funkcję, był mianowicie miejską rezydencją wspomnianego we wstępie rodu Pannewitzów, możnej szlachty, która przez pewien czas władała tymi ziemiami.

Jednak to nie Duszniki były stolicą Pannewitzów. Do niej dotrzemy na końcu naszej wyprawy, a teraz nadszedł czas, by kierując się czerwonym szlakiem (jest to Główny Szlak Sudecki im. Mieczysława Orłowicza) powędrować ulicą Karola Świerczewskiego i po niedługim czasie opuścić miejską zabudowę Dusznik Zdroju. Po chwili szlak każe nam skręcić w prawo od głównej drogi i znacznie spokojniejszą okolicą poprowadzi do wsi Ludowe. Warto zdać sobie sprawę, że droga ta była niegdyś jedną z odnóg bursztynowego szlaku, a później stanowiła fragment głównego traktu umożliwiającego połączenie handlowe między Pragą a Wrocławiem.

Z położonej na terenie Wzgórz Lewińskich wsi Ludowe kierujemy się dalej czerwonym szlakiem (łączącym się na tym odcinku ze szlakiem niebieskim), pnącym się po zboczu Gomoły (733 m n.p.m.), aż docieramy nad niewielkie, acz malownicze oczko wodne nazywane Bukowym Stawkiem. Jeśli uda nam się przebić wzrokiem przez korony drzew, około czterdzieści metrów nad sobą zobaczymy ruiny wieży, która jest celem głównym wyprawy. W tym miejscu opuszczamy Główny Szlak Sudecki i za szlakiem niebieskim skręcamy w lewo, w dróżkę prowadzącą na szczyt góry. Krótka wspinaczka nie powinna nas szczególnie zmęczyć, bez względu jednak na to, warto usiąść i nacieszyć się magiczna atmosferą jaką tworzą cichy las i zimne ruiny stojącego tu ongiś zamku. U stóp Gomoły znajduje się przełęcz pięknie nazwana Polskimi Wrotami. Łatwo sobie wyobrazić, że postawiona w tym miejscu, kontrolująca międzynarodowy, handlowy szlak twierdza mogła mieć pierwszorzędne znaczenie. I tak było rzeczywiście. Wybudowany w końcu trzynastego, lub na początku czternastego wieku zamek Homole (lub z niemiecka Landfried) należał do wspominanych już Pannewitzów i był głównym ośrodkiem ich dóbr. Strategiczne położenie majątku i samego zamku zapewniało właścicielom zyski i pozycję, dzięki którym Pannwewitzowie zyskali sobie samodzielność i utworzyli niewielkie, ale niezależne państewko nazywane Państwem Homolskim. Kraik ten funkcjonował na granicy polsko-czeskiej aż do czasu wybuchu wojen husyckich, kiedy to kilkakrotnie przechodził z rąk do rąk, by ostatecznie przejść pod władanie Królestwa Czeskiego. Najmroczniejszy okres w dziejach zamku miał jednak dopiero nadejść. Czesi oddali twierdzę w lenno rycerzowi Hildenbrandowi Kauffungowi, a jego niesławny wnuk – Sigismund uczynił z niej prawdziwe zbójeckie gniazdo. Przez ładnych kilka lat rycerze rabusie terroryzowali okolicę, blokowali szlak handlowy, a według mrocznych podań okolicznych chłopów zastraszyli do tego stopnia, że ci bali się za dnia wychodzić z domów i pracowali kryjąc się w ciemnościach nocy. Zapewne jest w tym sporo przesady, ale zbójeckie zapędy Kauffunga musiały być prawdziwym cierniem w oku, bo w końcu cesarstwo (Czechy zostały oddane pod władanie Habsburgów) zorganizowało wojenną wyprawę i pojmało złoczyńcę. Bandycki żywot Sigismunda zakończył się w Wiedniu, gdzie ścięto mu głowę. Od tego czasu zamek podupadł, jeszcze kilkakrotnie zmienił właściciela, aż ostatecznie, pod koniec szesnastego wieku został całkowicie opuszczony. O ruinie na wzgórzu Homole przypomniano sobie dopiero pod koniec osiemnastego wieku, kiedy stała się ona jedną z atrakcji przebywających w Dusznikach Zdroju kuracjuszy.

Jeśli stojąc na szczycie Gomoły odrobinę wysilimy wyobraźnię, dotkniemy chłodnych kamiennych murów, przyjrzymy się ruinom owalnej wieży, to poczujemy powiew przeszłości. Zamek tchnie spokojem i nastraja do refleksji. A czy po rezydujących tu raubritterach nie pozostał przypadkiem jakiś skarb? W latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku odkryto tutaj sklepioną piwnicę, może więc zamek nie odsłonił jeszcze wszystkich swoich tajemnic?

Nasza wycieczka może być okazją do zmierzenia się z miejscową legendą. Otóż, w zamku mieszkał kiedyś stary rycerz z piękną, młodą żoną. Traf chciał, że jeden z jego zaproszonych na polowanie gości z wzajemnością zakochał się w niewiernej mężatce, a afekt ten pchnął parę do zabójstwa właściciela zamku. Występek uszedł im na sucho, wzięli nawet ślub, lecz zbrukany krwią związek nie przyniósł szczęścia. Skłócili się, a krewki rycerz zakuł oblubienicę tym samym sztyletem, który już raz posłużył zbrodni. Czyn ten całkiem pogrążył mężczyznę, który od tej pory stał się rozbójnikiem, a zamek Homole zyskał sobie mroczną sławę bandyckiej siedziby. Minęły lata, zbójów udało się wygonić, ale o strasznych wydarzeniach nie dało się zapomnieć. Przypominała o nich biała dama – duch zamordowanej kobiety, która nocami snuła się w okolicach zamku. Raz na sto lat duch przybierał postać straszliwej żmii trzymającej w pysku pęk kluczy. Zabijając gada można było zdjąć czar i zyskać dostęp do zbójeckiego skarbca, jednak mimo kilku prób długo nie znalazł się nikt, kto by tego dokonał. Wreszcie zjawił się śmiałek, który zabił żmiję i uwolnił duszę morderczyni. Tak jak mówiła legenda, odnalazł on ukryty skarbiec, ale ilość bogactwa była zbyt ogromna by ją zabrać. Mężczyzna opuścił ruiny by wrócić do skarbca lepiej przygotowany lecz klątwa zamku Homole działała nadal. Nim wrócił, zgubił klucze i nigdy więcej nie odnalazł drogi do skarbu. Tu jednak legenda otwiera się dla spragnionych przygód wędrowców, mówi bowiem, że bogactwa nie zginęły bezpowrotnie. Gdzieś na zboczach Gomoły leży splamiony krwią sztylet. Temu, kto go odnajdzie ukaże się miejsce ukrycia zrabowanych bogactw…

Nie pozostaje nam nic innego, jak życzyć Wam powodzenia w poszukiwaniach…

Cień Czerwonego Barona nad dusznickimi uliczkami

Czytaj więcej

Młyn Papierniczy

Czytaj więcej

Zielone ścieżki zdrowia

Czytaj więcej

Państwo Homolskie, zbójeckie gniazdo i zaginiony sztylet

Czytaj więcej

Za czeskimi, grubymi murami

Czytaj więcej

Torfowisko pod Zieleńcem

Czytaj więcej