Wśród kuracjuszy goszczących na przestrzeni lat w Dusznikach Zdroju pojawiło się kilka słynnych postaci. Wizyty niektórych z nich wywoływały prawdziwą sensację, pisano o nich w prasie, ściągały mnóstwo ciekawskich spojrzeń. Tak właśnie było w tysiąc dziewięćset szesnastym roku, kiedy na urlop zdrowotny zawitał w naszym uzdrowisku Manfred von Richthoffen. Dziś wielu ludzi może zapytać – kto to taki i dlaczego wzbudzał takie zainteresowanie? Wszystko stanie się jednak jasne, kiedy do imienia i nazwiska dodamy przydomek, pod którym osoba ta była powszechnie znana – Czerwony Baron.

Pierwsza Wojna Światowa trwała już dwa lata, kiedy nad dusznickimi dachami słyszało się złowieszczy warkot samolotów. Nie był to jednak wrogi nalot, lecz szalone popisy grupki niemieckich pilotów, którzy wybrali znane już wtedy w Europie uzdrowisko na miejsce swojej rekonwalescencji po frontowych trudach. Udet, pochodzący z tych okolic Koehl i najsłynniejszy z nich Richthoffen, korzystając z oddanych do ich dyspozycji samolotów tryskali dobrym humorem i kilkakrotnie dawali nad miastem szalone popisy sprawności w pilotażu.

duszniki_sierpien_dron_low_res-28

Asami przestworzy i ich wybrykami w Dusznikach żywo interesowała się prasa, szukając i zapewne znajdując okazję do wzbudzenia sensacji, a może nawet skandalu. Jeden z reporterów pisał: „Latali tak nisko, że na końcach skrzydeł samolotów unosili części… damskiej garderoby”. Trudno przy tej okazji ustrzec się przed skojarzeniami z dzisiejszymi celebrytami i newsami na ich temat pojawiającymi się masowo na łamach plotkarskich gazet. Od razu zaznaczmy, że nie są to skojarzenia błędne. Swobodnie można powiedzieć, że Czerwony Baron był prawdziwą gwiazdą. Oczywiście, w pierwszej linii odpowiadały za to, czyniące zeń bohatera przewagi frontowe, ale nie mniejsze znaczenie musiała mieć charyzma niemieckiego barona. Musimy pamiętać, że pilot, a już szczególnie pilot myśliwca, w I Wojnie Światowej należał do prawdziwej elity, jego powietrzne pojedynki porównywano do walk rycerskich, co przecież stało w ogromnym kontraście do tragicznych rzezi mających miejsce podczas bitew naziemnych. Tu w grę wchodził rycerski etos, brawura, śmiałość. Richthoffen był urodzonym arystokratą, co także zbliżało go do wizerunku rycerza, a także miał wrodzony dar do dbania o własną legendę. Otwarcie gardził ryzykiem śmierci, czego wyrazem było przemalowanie swojego samolotu na czerwono. W tak charakterystycznej maszynie każdy go rozpoznawał, na pewno wielu stawiało sobie za punkt honoru jego zestrzelenie, ale Czerwony Baron nic sobie z tego nie robił i notował kolejne zwycięstwa. Podczas pobytu w Dusznikach Zdroju, mimo, że nie minął jeszcze rok, odkąd Manfred von Richthoffen po raz pierwszy zasiadł za sterami myśliwca, był on już kawalerem orderu Pour la Merite (najwyższe odznaczenie cesarskich Niemiec) i posiadał elitarny status asa. Doceniały go władze, podziwiali mężczyźni, a kobiety wręcz za nim szalały. Nic więc dziwnego, że jego wizyta w uzdrowisku stała się wielkim wydarzeniem.

Odpoczywając w Dusznikach, Manfred von Richthoffen zameldowany był w pensjonacie „Prinzessin Charlotte”, otwartym pięć lat wcześniej, bardzo eleganckim, przeznaczonym dla najlepszych gości i uznawanym za jeden z najbardziej luksusowych w okolicy. W czasie Pierwszej Wojny Światowej placówkę tę wykorzystywano jako lazaret, przy czym koniecznie trzeba wiedzieć, że nie chodziło tu o żaden szpital polowy, a o ekskluzywnemiejsce odpoczynku dla wymęczonych wojennymi trudami pilotów i marynarzy łodzi podwodnych. Charakteryzujący się piękną architekturą gmach pensjonatu miał doskonałą renomę, nie ma więc nic dziwnego w tym, że bywali tu ludzie pokroju Czerwonego Barona.

Dodajmy jako ciekawostkę, że w powstałym kilkanaście lat później (w 1941 roku) przewodniku pisano, że „Prinzessin Charlotte” oferuje pięćdziesiąt dwa miejsca noclegowe, kuchnię, dietetyczkę na życzenie, centralne ogrzewanie, garaże dla gości z własnymi pojazdami, ogród i bryczkę do zwiedzania okolicy.

Po Drugiej Wojnie Światowej, już pod polskim władaniem, ośrodek zmienił nazwę na „Piastów Gród” i funkcjonował nadal jako sanatorium. W czasach komuny, podobnie jak wiele innych zasłużonych miejsc nieco podupadł, ale po generalnym remoncie trwającym dwa lata, począwszy od tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiątego ósmego roku, odzyskał blask swojej dawnej świetności. W dwa tysiące dwunastym roku przekształcono hotel w dom seniora i w takiej formie, już ponad stuletnia placówka, nadal przyjmuje gości i stara się rozświetlić im jesień życia.

Dom Seniora „Piastów Gród” czyli dawny „Prinzessin Charlotte” mieści się w Dusznikach Zdroju, przy ulicy Zdrojowej 32. Będąc w okolicy koniecznie trzeba przyjrzeć się tej pięknej budowli, a jeśli tylko starczy nam wyobraźni, przymknijmy oczy i wytężmy słuch – może dotrze do nas z przeszłości warkot samolotu słynnego Czerwonego Barona?

O dusznickim uzdrowisku słów kilka

Czytaj więcej

Od Błędnych Skałek po Krzyż Pokutny

Czytaj więcej

Tchnienie minionych wieków

Czytaj więcej

Z wizytą u Hrabiego Hochberga

Czytaj więcej

Śladami muzyki klasycznej 

Czytaj więcej

Cień Czerwonego Barona nad dusznickimi uliczkami

Czytaj więcej